Klub Miłośników Filmu | Filmy kultowe
Strona główna KMF

SKYWALKER, POMIDORY, ZOMBIE I INNI...

    Kino kultowe. Film kultowy. "Stary, musisz iść na ten film. To kult!". "Ten film jest genialny i kultowy". Kultowy reżyser. Kultowy aktor/aktorka. Kultowa wytórnia filmowa. Kultowa postać.
    Słowo "kult" używane nader często oznacza ni mniej ni więcej... no i z tym jest dość duży problem. Bo nie ma pojęcia "kino kultowe". Nie ma żadnych definicji, nie ma swoistego słownika. Nie ma reguł pod które podporządkujemy film, który ma zwać się kultowym. Taka to niezmiernie ciężka sprawa. Ale...

PRAWDA CZASU, PRAWDA EKRANU

Jesus Christ Superstar - rock opera     Film kultowy da się zrobić, trzeba tylko odpowiedniego miejsca i odpowiedniego czasu na zaistnienie. Choć to też nie jest żadną regułą. Weźmy chociażby bezdyskusyjną kultowość "Jesus Christ Superstar" i "Hair": są to filmy, które trafiły w czuły punkt ówczesnej młodzieży z lat 60., która dostrzegała brak autorytetów moralnych, kiedy to rząd amerykański zmuszał 18-latków do pójścia na krwawą wojnę, kiedy bunt stawał się wartością najwyższą. Oto filmy te stawały się "ustami" ludu. Tam skondensowane były oczekiwania, marzenia, doświadczenia dzieci-kwiatów. W tych filmach przedstawiono te buntownicze "plemię" jako byt całkowicie normalny, naturalny, nie skłonny do żadnych patologii. Jezus śpiewa do muzyki rockowej, młodzieńcy śpiewają o wolności i pokoju. To trafia w czuły punkt, trafia w oczekiwania młodych buntowników.
    Podobnie można by zanalizować kultowość innego filmu. Mianowicie "Easy Rider" Dennisa Hoppera. Dwaj "wolni jeźdźcy" przemierzają Amerykę wzdłuż. Niby zwykły film drogi, ale jednak coś więcej. Bohaterowie jako outsiderzy, jadący na swych Harleyach, popalający trawkę. Życie jako nieustająca wędrówka, po której bohaterowie są lepsi, dojrzalsi. Ich przygoda z wolnością kończy się nagle: jakiś frajer strzela z dubeltówki do ich obu. Koniec. Jednak ich śmierć ma sens taki, że uratowała ich przed nieautentycznością, niewolą, nie poddali się, czerpali z wolności tyle, ile się da. Takie przesłanie trafiło do młodych ludzi, którzy z miejsca okrzyknęli "Easy Ridera" kultowym filmem pokolenia dzieci-kwiatów.

    Inny przykład: "American Graffiti" Georga Lucasa. Lata 50. Film przedstawia jednodniowe perypetie młodych maturzystów, którzy stają przed wyborem: albo zostać w miasteczku i pracować, albo wyrwać się z mieściny i studiować. Niby wybór prosty, a jednak bohaterowie krzątają się po ekranie nie wiedząc co ze sobą począć, jakiego wyboru dokonać. Film kultowy dla dzisiejszych 40-, 50-latków, którzy odnaleźli w nim autentyzm, swoje własne doświadczenia. Film odtworzył epokę ich młodości, a jeśli film igra z sentymentami i, co najważniejsze, przywołuje je odważnie to spodziewajmy się szerokiego odzewu ze strony poruszonych, wzruszonych widzów, którzy na ekranie zobaczyli własną młodość.

Carrie Anne-Moss jako Trinity     Z najnowszych przykładów kultowości: "Matrix" braci Wachowskich. Już czuję przez skórę jak co poniektórzy buntują się przeciw takiemu stwierdzeniu. Ale jednak "Matrix" to dzieło na miarę XXI wieku, oglądane po kilkadziesiąt razy przez młodych ludzi, którzy jednak po drugim razie zaczęli dostrzegać, że jednak ta historia Neo ma coś do powiedzenia i przekazania: może rzeczywiście świat jest kontrolowany przez komputery? Może rzeczywiście tak jest? Może Wielki Brat patrzy? Swego czasu Olga Tokarczuk chwaliła ów film słowami: "Matrix" wpisuje się w gnostycki nurt myślenia o świecie jako wyrafinowanym miejscu wygnania. Świat jest pułapką, stworzoną przez coś niedoskonałego i złego. Świat dany zmysłom jest oszustwem, omamieniem. I jednym ważnym zadaniem człowieka jest ucieczka zeń". Niby film pełen szablonów, strzelanin, a jednak do współczesnego widza potrafi przemówić. Bunt, namawianie do ucieczki od niewoli od zawsze stanowiło całkiem dobry towar, z którym chętnie identyfikują się młodzi czy to z lat 60. czy początku nowego stulecia.
    Ale powtórzę raz jeszcze: nie ma reguł ni definicji co to niby ten film kultowy.

GWIEZDNY MATRIX W KRÓLESTWIE ANDROIDÓW

Chyba wiadomo co to za film...     Wydawałoby się, że film kultowy przeznaczony jest dla wąskiego grona odbiorców, a przynajmniej niewielu się podoba, nie jest zjawiskiem masowym, standardem jest niski budżet, krótki okres zdjęciowy i naturszczycy w rolach głównych (jak to ma miejsce z "El Mariachi" Rodrigueza albo "Eraserhead"Davida Lyncha). A tu psikus. Jeśli prowadzone byłyby jakieś badania wśród ludu jaki film uznawany jest za kultowy, to zapewne zaszczytne pierwsze miejsce wśród skojarzeń zajmowałyby "Gwiezdne Wojny". Masowy film kultowy. Z pewnością co drugi mieszkaniec Ziemi wie "z czym jeść" owe dzieło Lucasa. "Mroczne Widmo" które w kinach zagościło dwa lata temu okrzyknięto zrazu "najbardziej oczekiwanym filmem w historii". Fani Gwiezdnej sagi byli głodni przygód Skywalkera aż tak bardzo, że wykupywali bilety na seanse filmów przed którymi puszczano 2-minutowy trailer (nota bene dlatego "Zakochany Szekspir" okazał się sukcesem kasowym, właśnie przez fanów Star Wars, taki to pokręcony los). Trylogia Lucasa ma miliony wielbicieli na całym świecie. Gadżety związane z filmem idą jak świeże bułeczki, MacDonald's wykupuje prawa do promocyjnej dystrybucji... Wydaje się, że nazywanie "kultowym" tego filmu jest stwierdzeniem przesadnym, ale jednak NIE. Fani Sagi są niepowtarzalni, jeżdżą podobno na konwenty fanów, walczą na świetlne miecze przy byle okazji (sam mam znajomego, który przed seansem "The Phantom Menace" świstał mieczem nad głowami ściśniętej na sali widowni). A niby zwykła historyjka o odwiecznej walce Dobra ze Złem, niby tak schematyczna w swojej treści (nie w formie) a jednak urzekła miliony osób, które każde zdanie, każdą postać, każde miejsce znają na pamięć. Nawet książki o tym piszą! Nie sposób więc nie nazwać tegoż filmu kultowym.


Parę ciekawych przykladów kultu "Star Wars".
1. Przed premierą najbardziej oczekiwanego chyba filmu wszechczasów - "The
Phantom Menace" - fani ustawili sie w kolejce przed kinem w Los Angeles na kilka tygodni przed
premierą filmu. Rozbili tam male miasteczko namiotowe - mieli swoją stronę
internetową, odwiedzali ich aktorzy z filmu, przebierali sie za postacie z
filmów, mieli nawet swoje koszuli z wlasnym logo, udzielali wywiadów.

2. Znany jest pewien fan "SW", który urządził swoje mieszkanie kopiami
dekoracji z filmów. Ma lodówkę w kształcie R2-D2, sylwetki szturmowców w sypialni itp.

3. W Nowej Zelandii pewna grupka zapaleńców usiłowała
niedawno zalegalizować nową religię, opartą na regułach rycerzy Jedi.

4. Fan i Fanka "Star Wars" postanowili pobrać się w dniu premiery "The
Empire Strikes Back". Przysięgę małżeńską złożyli stojąc w kolejce do kina
wyświetlającego film. Druchna panny młodej była przebrana za księżniczkę
Leię, a drużba za Chewbaccę.

5. Amerykanka Jennifer Wistock rozwiodła się ze swoim mężem, oskarżając go,
że w czasie ich małżeństwa wydał on blisko 100 000 dolarów na wszelkiego
rodzaju gadżety i wyjazdy na konwenty "Star Wars".

6. Tuż po premierze "Star Wars" do biura Lucasfilm wdarł się szaleniec i
grożąc nożem oświadczył, że jest on współscenarzystą filmu i zażądał udziału
w zyskach.
Powiedział zdumionemu personelowi biura, że jeśli mu nie wierzą, niech
popatrzą przez okno na parking, bo właśnie zaparkowałtam swojego Falcona
Millennium.

7. Niejaki Paul Cullen z Massachusetts został zwolniony z pracy tuż po tym,
gdy pewnego ranka przyjechał do pracy swoim samochodem (numer rejestracji
USE D4CE) i wysiadł z niego w przebraniu Luke'a Skywalkera dosiadającego
tauntauna (wierzchowiec z "The Empire Strikes Back). Tauntaun został
zrobiony ze sztucznego futra, pierza i papieru, do tego dorobione zostały
sztuczne nogi Skywalkera.

autor: SOLO

 



Rocky Horror Picture Show     Warto tu wspomnieć o "najbardziej kultowym" filmie świata. Przynajmniej tak orzekli fani tegoż filmu. Mowa o "Rocky Horror Picture Show". Ten film tylko na bardzo krótki okres trafił do szerokiej dystrybucji i jak szybko się pojawił w 1975 roku tak szybko zniknął z ekranów kin. Powód był w gruncie rzeczy błachy: purytanie, obrońcy zycia moralnego uznali, iż ten film nadaje się tylko dla transwestytów i homoseksualistów. film zdjęto z ekranów jednak... nie do końca. Puszczano ten film jedynie o północy. Zrazu zyskał wielbicieli. Zresztą to mało powiedziane: "wielbicieli". Maniaków! Powstał niebawem National Rocky Horror Fan Club, którego członkowie spotykają się w każdy piątek i sobotę o północy w celu skonsumowania głownego dania wieczoru: filmu.

Łowca Androidów W czasie seansu mówią wraz z bohaterami, gdy bohaterowie bawią się i tańczą-sala kinowa też tańczy. W scenie ślubu aktorzy obrzucają młodą parę ryżem, a co robią widzowie? Wyciągają torbki z ryżem i zaczynają się nimi obrzucać. Widzowie oczywiście są poprzebierani jak filmowe postacie, organizują razem urodziny, otrzęsiny nowych członków współbraci. Istny kult!
    Jeśli chodzi o "midnight movies" to podobne seanse dotyczyły "Łowcy Androidów" Ridleya Scotta, "Głowy do wycierania" Davida Lyncha. Podobnie jak "Rocky Horror Picture Show" dość szybko zniknęły z kinowych afiszy i zaczęły własne, nocne życie... Miłośnicy Deckarda rozgryzają czy jest on aby człowiekiem, a może jest androidem? A czymże jest ta tytułowa głowa do wycierania? Scena po scenie, David Lynch mami surrealistyczną wizją... no właśnie czego? Co znaczy ten piecyk w kącie? O co chodzi z tymi ołówkami? I co to za mutant w kołysce?

                                                                          NA KRZESEŁKU "DIRECTORA"...

Śmierć transwestytyPlan 9 z kosmosu     Kultem też obdarowujemy twórców filmowych. Oddajemy im swoisty hołd, cześć, traktujemy niczym świętość każdy film tychże artystów. Na przykład swoistą manią otoczony jest pan co nosił się w puszystym sweterku z angory, a do tego był transwestytą. Nosił też przydomek "najgorszy reżyser świata". Zdziwienie, jak to może ktoś najgorszy być tym najbardziej czczonym wśród kinomanów? Ano warto powiedzieć jedno: często zdarza się tak, iż im film gorszy tym obrasta w szybszym tempie kultem. A Ed Wood (jego życie stało się kanwą filmu Tima Burtona), uznany przez wszelkiej maści krytyków tym najgorszym spotkał się z niesamowitym uznaniem wśród kinomaniaków. I nie dlatego, że uznają oni jego filmy za arcydzieła. Nie, te filmy są rzeczywiście kiczowate, nonsensowne. Tyle, że zachwyca osobowość twórcy i jego pasja. Był człowiekiem na tyle charyzmatycznym, na tyle oryginalnym, że zgromadził dość liczne audytorium. Głowa do wycierania Może zabrzmi to niezwykle, ale Ed Wood był artystą, może niespełnionym, ale jednak docenionym (no... przez widzów). To przykuło uwagę gawiedzi kinowej. Czyż nie intryguje "Śmierć transwestyty"? Taki tytuł przyciąga. Podobnie jak wabi wielu cała seria o "Morderczych pomidorach" czyli najgorszy film świata, a przecież kultowy!
    Nazywanie jakiegoś reżysera kultowym wiąże się ściśle ze znajomością stosowanego przez danego twórcę kodu, specyficznego języka. Twórcy filmowi często trzymają się reguł, które sami sobie wyznaczyli i przyzwyczaili do nich widzów (choć to też nie jest żadna reguła: specyfika niektórych reżyserów polega na ciągłym eksperymentowaniu, łamaniu barier i konwencji) Nie będzie przesadą jeśli powiem, że kultowy jest Stanley Kubrick (prawie wszystko włącznie z "Odyseją Kosmiczną 2001") David Lynch ("Głowa do wycierania"), Jim Jarmush ("Nieustające wakacje"),Wayne Wang ("Dym"), Pedro Almodovar ("Kobiety na krawędzi załamania nerwowego" i inne).

                                          FALOWANIE I SPADANIE...

Wielki Błękit     Osobnie można pokrótce omówić Luca Besson. Gdy w 1988 roku wszedł na ekrany kin "Wielki Błękit" krytycy francuscy postanowili nadać nazwę pewnemu stylu życia, który zapanował wśród młodzieży francuskiej po obejrzeniu filmu. "Pokoleniem Grand Bleu" nazwali fanów filmu Bessona, którzy podobnie jak bohaterowie powieści zaczęli popadać w swoiste wyalienowanie i zafascynowanie morskimi głębinami (a taka fascynacja nie raz kończyła się tragicznie). Luc Besson powiedział o czymś co było dość bliskie młodym ludziom, a ci uchwycili to jako antidotum na troski i samotność. "Wielki błękit" obrósł kultem, a reżyser wraz z nim stał się ikoną do której modliło się wielu młodych. Następnie Besson nakręcił "Nikitę", "Leona", "Piąty Element", "Joannę D'Arc". I kult go opuścił. Stał się bardzo dobry w nowym fachu: filmie rozrywkowym, masowym i... stracił swoich fanów, choć zyskał nowych i to w większej znacznie ilości.
Miasteczko Twin Peaks Podobnie rzecz ma się z Davidem Lynchem i paroma jego filmami. "Twin Peaks" został okrzyczany najlepszym, najmroczniejszym, najniezwyklejszym serialem świata. "Lynchomania" osiągnęła apogeum kiedy "Człowiek z innego miejsca" zaczynał tańczyć w rytm nastrojowej muzyki na kratkowanej posadzce. Miasteczko obrosło kultem. Lynch już mógł w spokoju pozostawić niedopowiedzenia i serialową tajemniczość. Jednak za namową producentów zdecydował się na wyjaśnienie losów Laury Palmer w "Ogniu krocz ze mną". Rozbił ten kultowy mit, odpowiedział na kultowe pytanie: "Kto zabił Laurę Palmer". Próbowano zaprogramować film na "kultowość", a przeciez ona rodzi się naturalnie. Zawiódł Lynch swoich wielbicieli. Zaskoczył ich także "Prostą historią" - filmem bardzo dobrym, ale zupełnie nie w klimacie "lynchowskim", co nie służy jego kultowości. Niestety prawda jest taka, że twórcy filmowi muszą kroczyć ścieżką przez siebie wytyczoną, muszą kręcić filmy, które klimatem, treścią, swoistością są zbliżone do tego "naj".
Królestwo - Riget     Ostatnio dość głośno o niejakim reżyserze co zwie się Lars von Trier. Niektórzy postulują, iż jest on bez wątpienia kultowym reżyserem. Lecz mi sie wydaje, iż jest to pewna moda, która wyrasta z potrzeby znalezienia nowego obiektu kultu. "Przełamując fale" jest Dziełem wybitnym, ale czy można oglądać ten film w kółko, bez znudzenia, czy warto powtarzać za bohaterami ich wysublimowane dialogi? Von Trier na kultowego reżysera się nie nadaje. Jego "Królestwo" to owszem - podobno w Danii istnieje parę szpitali o takiej to dźwięcznej nazwie. Sam film jest pełen dziwaczności, indywidualności, niezwykłości i jako taki może stać się kultowy. Ale nie osoba reżysera, który kręci filmy zbyt gęste emocjonalnie, chimeryczne. Filmy, które nie nadają się do oglądania ze znajomymi. Nic nadzwyczajnego. Samo życie. A samo życie przedmiotem kultu raczej być nie może (są wyjątki, jednak one potwierdzają regułę). Ja osobiście von Triera kultowym reżyserem nie nazwał.

KRUK NIE ŻYJE

Brandon Lee jako Kruk     Innym całkiem skutecznym sposobem jest legenda o realizacji filmu. Bo cóż takiego wyjątkowego jest w "Kruku"? Co takiego spowodowało, że stał się filmem ze wszech miar kultowym? Ano tylko chyba i wyłącznie przez Brandona Lee i jego przypadkową śmierć (zginął od kuli wystrzelonej z pistoletu, choć ta kula miała być ślepakiem, a asystenci sprawdzali pistolet na wszelkie sposoby i wszystko było w porządku. Do czasu...). Tak się tworzą legendy i kulty. Bruce Lee też jest postacią otoczoną kultem z tego względu, że podobnie jak jego syn dwadzieścia lat później, zginął przypadkowo na planie filmu. Podobno w filmie Wernera Herzoga "Szklane serce" aktorzy grali zahipnotyzowani. Ostatnio mieliśmy do czynienia ze sztucznym podkręcaniem napięcia przez producentów "Hannibala" gdy ogłosili chlubnie, iż Julianne Moore doznała urazu psychicznego, boi się w nocy spać ze strachu gdy tylko wspomina sceny mrożące niby krew w żyłach. Albo najnowsza "promocja" "Dowodu życia" (film o amerykańskim porwanym, którego ratuje z opresji dzielny Russel Crowe) gdzie próbuje się wmówić, że Russel "Gladiator" stał się celem jakiegoś porywacza. Taki sztuczny marketing. Legendą też i kultowością obrosły poczynania aktorów na planie filmowym: Robert de Niro, który musiał tyć na zawołanie dwa razy po kilkadziesiąt kilogramów ("Wściekły byk", "Nietykalni"), Blues Brothers - Dan Aykroyd i John Belushi Daniel Day-Lewis, który od zawsze lubuje się naprawdę wcielać w rolę, jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć (mieszkał w więzieniu przed "W imię ojca", zamieszkał w dżungli, aby wczuć się w rolę "Ostatniego Mohikanina"). W 1980 roku powstał "Blues Brothers", niewątpliwie film kultowy. Lecz kult urusł znacznie gdy rok później zmarł John Belushi, jeden z bohaterów.

    Zła sława, zakazy też służą filmowi, bo przecież to co zakazane jeszcze bardziej kusi: homoseksualizm w filmie Gusa Van Santa "Moje własne Idaho", perwersja w filmach Almodovara ("Zwiąż mnie!", "Kika"). Łamanie tabu społecznego też sprzyja narodzinom kultowości jak u Nagisy Oshimy w "Imperium zmysłów" i "Imperium namiętności", gdzie erotyka miesza się z ostrą pornografią (co nie przeszkadzało zdobywać licznych nagród na festiwalach, łącznie z Cannes i Grand Prix). Poruszana tematyka: im więcej brutalnej prawdy, im bardziej cięty język jakim przemawia do nas film, odwaga z jaką prezentuje istotne treści, a nawet brak treści, a tylko zabawa z widzem: tym zdobywa sobie rzesze widzów i, co najważniejsze, ci widzowie ogłaszają ów film za kultowy ("Człowiek pogryzł psa", "Dzikość serca", filmy gore, które omówimy później, czasem nawet pornograficzne takie jak "Głębokie gardło" obrosłe mitem i kultem)

KULTOWA TELENOWELA

    Juz kilkadziesiąt lat temu co poniektórzy sceptycy zapowiadali rychły zmierzch kina gdy na horyzoncie pojawiła się telewizja. Na ich nieszczęście jednak telewizja kina nie zastąpiła, a wytworzyła swój specyficzny język porozumienia z widzem. Jedną z ważnych cech telewizji jest to, że mamy możliwość podglądanie ludzkich losów w serialach. Monty Python i Święty Graal W przeciwieństwie do kina, gdzie wybieramy się na jeden seans raz na tydzień (albo rzadziej), telewizję możemy oglądać non stop. Codziennie możemy też podziwiać poczynania bohaterów telenowel, sitcomów itp. A co ma to wspólnego z kultowością? Ano, seriale jako integralna część naszej telewizyjnej osobowości też podlegają ocenie, poglądom. Niektóre seriale kochamy, inne podziwiamy, inne jeszcze znienawidziliśmy. Telewizja nie doprowadziła do śmierci kina (w tym kina kultowego) ale wytworzyła w jego historii nowy rozdział - kultowe seriale: "Twin Peaks", "Allo,Allo", pure nonsens w wykonaniu "Latającego Cyrku Monty Pythona", niesamowitość "Z Archiwum X", "Star Trek" (są ludzie, którzy posiadają tysiące przedmiotów, gadżetów związanych z tymże serialem, a i w późniejszym okresie-filmem), nostalgiczne "Cudowne lata". A polskie seriale? Kto nie pamięta Anioła z ulicy "Alternatywy 4"? A "Stawka większa niż życie" i "Czterej pancerni i pies"? To cos więcej niż zwykły serial. One obrosły już mitami, wielu zna kwestie wypowiadane przez wojaków z czołgu nr 102 na pamięć.
    "Przystanek Alaska" jest jednym z najniezwyklejszych serialowych fenomenów w Polsce w latach 90. Fani tego serialu spotykają się co roku na zlocie Miłośników Serialu w Olecku. Grają, śpiewają, bawią się razem już od blisko 10 lat. Wydana w Polsce książka opowiadająca losy jednego z bohaterów rozeszła się w kilkunastotysięcznym nakładzie.

"KOBIETA MNIE BIJE!"

    Jak już wspomniałem kino kultowe i twórcy kultowi operują specyficznym językiem, swoistym kodem znanym niewielu. Ścieżka dialogowa to niczym świętość dla wyznawców, to język porozumienia między ludźmi. Nie chodzi tylko o kino, sam film, ale słowa filmowe padają często w sytuacjach, które do owych słów pasują jak ulał i są czytelne tylko dla wyznawców. Ale i nie tylko.
'Rejs' Marka Piwowskiego'Seksmisja' Juliusza Machulskiego'Miś' Stanisława Barei











    Przecież takie słowa funkcjonują w społeczeństwie i są jakże znane i lubiane. "poradnik speleologiczny", "o koń, krowa, droga na Ostrołękę", "nic się nie dzieje", "podejdź no do płota", "oooo bocian! bocian!" albo "a gdyby tu nagle przedszkole było?" lub też "are you talking to me?". Kto tego nie zna? "Miś" to znakomity przykład filmu kultowego. Niby tylko perypetie prezesa klubu sportowego "Tęcza", a jedna widz widzi raczej kpinę z milicjantów, urzędników (krakowiak do paszportu), sposobów żywienia w restauracjach (talerze przykręcane śrubkami do stołu, widelce i łyżki przyczepione do łańcucha). Zresztą Stanisław Bareja pozostaje bez wątpienia najbardziej kultowym polskim reżyserem. I zasługuje na to. Natomiast za najbardziej kultowy polski film uznawany jest "Rejs" Marka Piwowskiego. Ot taka opowieść o gapowiczu na okręcie, który podszywa się za instruktora od rozrywki i oświaty. Masa dziwacznych postaci, śmiesznych, ale jakże to jest też celny komentarz do okresu epoki gomułkowskiej, jak dobrze widać samych Polaków i ich przywary, zwyczaje i obyczaje, jaki jest to niezwykły paszkwil na ówczesną władzę. I dlatego został okrutnie pocięty przez cenzurę, a pozostałości spalone. To jest też pewien mit, który pochwycili Polacy i pokochali pasażerów statku, na tyle mocno, że znają dosłownie każdą scenę na pamięć, każdy dialog wypowiadają wraz z Himilsbachem i Maklakiewiczem (obaj też są uznawani za kultowych, i to, moim zdaniem, całkiem słusznie)

    Na całym świecie święci tryumfy Big Brother, ale nie dajmy się nabrać na słowa producentów, że niby ten program jest jakiś kultowy - to po prostu propaganda, która ma na celu zwabienie dodatkowych widzów, a nie ma to niczego wspólnego z kultowością.
Pulp Fiction     To jest właśnie jedna z największych bolączek współczesnego kina: nazwa "kino kultowe" jest wykorzystywane przez wielu do czysto komercyjnej działalności. Film reklamowany jako kultowy nie ma nic wspólnego z prawdziwą kultowością: kult nie może być zaprogramowany, nie można wykorzystywać go w nieskończoność. Quentin Tarantino nakręcił dwa filmy, które bez przesady nazwać można kultowymi ("Wściekłe psy" i "Pulp Fiction") jednak teraz wszystko co wiąże się z Tarantino nazywane jest na wyrost "filmem kultowym": QT maczał palce w jakimś badziewiu sensacyjnym, to już niby wiadomo, że film kultowy? Bzdura. Ostatnio reklamowano film pt. "Go", który na plakacie miał napis: "Kultowy film! Młodzieżowe Pulp Fiction!". Dajcie spokój... Co się już porobiło. Dlatego ostatnio coraz więcej kinomaniaków reaguje drgawkami na samo słowo "kultowy" w co drugim filmie.

    Ale nie martwmy się. Kino kultowe musi dojrzeć. Czas pokaże kto został na placu boju, co było chwilową modą (skłaniam się ku twierdzeniu, iż "Blair Witch Project" to najbardziej przereklamowany produkt niby kultowy końca XX wieku). Nic nie stanie się kultowe od razu, choć za Oceanem masa ludzi powariowała na punkcie jakiegoś filmu, bo jakaś nowa technika, frapująca treść. Nie. Nie ma reguł. Tylko czas pokaże co i jak. Czy Teraz wierna publiczność opuści? Czy w przyszłości takiego, mającego pretensje do kultowości "Fight Club" nie opuszczą widzowie? Czas pokaże.


UWAGA! Bardzo dobrze zdaje sobie sprawę z tego, iż pominąłem niesamowitą ilość tytułów, które z pewnością zasługują na uznanie "kultowym"... Za co z góry przepraszam, ale wtedy musiałbym pisać w nieskończoność, a tak dokonałem selekcji zapewne po trosze niesprawiedliwej i kontrowersyjnej chwilami...

AUTOR TEKSTU:
Rafał Oświeciński - DESJUDI
      


STRONA GŁÓWNA    RECENZJE    ANALIZY    FILMOGRAFIE    HALL OF FAME    DVD
   MUZYKA    TAPETY    BOX-OFFICE    CIEKAWOSTKI    WPADKI    FORUM    GOŚCIE    LINKI