Strona główna KMF



          

Stara szafa, nowy film...

Są takie historie, które się pamięta. Są postacie, które nierozerwalnie kojarzyć się będą z dzieciństwem. Są także i legendy - złożone z tych historii i postaci - które zdają się funkcjonować w wyobraźni przez długie lata. Niewyraźne wspomnienie śnieżnej Narnii, magicznej szafy, złej królowej i mężnego lwa to jedno z najprzyjemniejszych kawałków dzieciństwa. Magia starej książki i znanego serialu telewizyjnego okazała się być zaskakująco trwała, dzięki czemu "Opowieści z Narnii" to jedna z najbardziej wyczekiwanych premier ostatnich miesięcy. A warto o tym wspomnieć z tego choćby względu, że nie sposób pisać dziś o filmie Andrew Adamsona nie odwołując się do tamtych sentymentów. "Harry Potter" jest modny i plastikowy, "Władca pierścieni" wielki i epicki, a "Opowieści z Narnii" są po prostu baśniowe w szlachetnym, zapomnianym i staromodnym stylu. Tu mówiący bóbr jest tylko mówiącym bobrem, a nie - jak to u Rowling bywało - zwierzakiem poddanym zaklęciu transformacji. Dlatego też Narnia ciągle żyje w umysłach, a gadający lew wciąż budzi szacunek, choć przecież bardziej na miejscu byłby tu chyba śmiech postmodernisty, który wszystko już widział, wszystkiego spróbował i wszystko wie. Z tego względu Hollywood było zarazem najlepszą jak i najgorszą rzeczą, jaka mogła się przytrafić prozie Lewisa. Nigdzie indziej wszak nie odtworzono by Narnii z taką atencją. Nigdzie indziej również legenda nie mogłaby tak łatwo przegrać z badaniami rynku. Na szczęście wytwórnia Disneya postanowiła wykorzystać 150 milionów dolarów na ożywienie dziecięcych wspomnień, nie zaś na mord szacownego mitu z fajerwerkami efektów specjalnych w tle. Jeśli więc komuś stara szafa wciąż kojarzy się z wejściem do Narnii, to niech przygotuje się na jakże przyjemne wielkoekranowe i wysokobudżetowe deja-vu.
A historia jest nad wyraz prosta. Czwórka rodzeństwa za pomocą tajemnej szafy przenosi się do alternatywnego świata Narnii. Narnia - baśniowa kraina - skuta jest wiecznym lodem, a jej mieszkańcy - liczne mówiące zwierzęta i centaury żyją w ciągłym strachu. Krainą rządzi bowiem blada, acz ponętna i zła Biała Czarownica. Jednak dni panowania wiedźmy wydają się być już policzone. Spełnić ma się wszak przepowiednia według której "córki Ewy i synowie Adama" wraz z armią mężnego lwa Aslana pokonają złowrogą Jadis i do Narnii powróci wiosna. Jakkolwiek jednak oczywistą nie wydawałaby się owa historia, operuje ona przy tym najważniejszą chyba dla naszej kultury symboliką. Mitologia Lewisa jest jaskrawa i konsekwentna. Zawiera w sobie ewangeliczną ofiarę niewinnego (Aslan), jego późniejsze zwycięstwo nad śmiercią oraz ideę dominacji cywilizacji dobra nad pogrążonymi w chaosie, wykluczonymi ze społeczeństwa siłami zła. Jednak to, co wymienione w jednym rzędzie razić może swą kategorycznością, w filmie Andrew Andersona jest mistyczne i delikatne. Oto "dobro" wcale nie wydaje się tu infantylne - jest słabe i bezbronne wobec intryg Białej Czarownicy. I jedynie bezinteresowna ofiara odwrócić może bieg wydarzeń. Tylko śmierć, której film Disneya wcale nie wydaje się obłaskawiać, przechylić może szale zwycięstwa. Piękne i bolesne umieranie w obronie miłości stanowi dramaturgiczne oraz emocjonalne centrum filmu. A towarzyszą mu piękno ofiary i poświęcenia, jasność widzenia dobra i zła oraz lew - łagodny obrońca, który przebacza zagubionemu i słabemu człowiekowi. Lecz ten to człowiek właśnie - słaby i ułomny - jest ostatecznym zwycięzcą pojedynku. W finale wygrywa miłość, a śniegi topnieją - Narnia zostaje zbawiona.
Czymże więc jest "Lew, czarownica i stara szafa" jak nie Ewangelią przeniesioną słowo po słowie w świat wyobraźni, a następnie ubraną w kulturowe mity i w takiej postaci podaną czytelnikowi? I tu chyba swój początek posiada owa dziwna subtelność filmu Andersona. Reżyser nie próbuje wszak reinterpretować książki. Zamiast tego powtarza ideę Lewisa - człowieka głęboko wierzącego i czerpiącego garściami z religijnej symboliki. Jak widać ewangeliczna myśl odpowiednio podana potrafi fascynować nawet w kinie, nawet w Hollywood i nawet bez żądnego krwi Mela Gibsona za kamerą. A połączona z dziecięcymi sentymentami, jakie wiele osób żywi do klasycznej angielskiej sagi fantasy, stanowić może pierwszorzędną filmową przygodę. Przygodę dziwnie bezpretensjonalną, dziwnie antyhollywoodzką, a jednak mimo to wciąż zaskakująco medialną. Brawa przede wszystkim dla Tildy Swinton, która na swych barkach utrzymać musiała główną ekranową opozycję. Swinton - Biała Czarownica - do szpiku kości zła i cyniczna władczyni magicznej krainy przez cały czas zdaje się grać na górnym C. Wiedźma w jej wykonaniu staje się ikoną nieprawdopodobnie wyrazistą - doskonałym obiektem zbiorowej nienawiści. Co ciekawe Swinton -kojarzona głównie z gejowskim kinem Jarmana i feministyczną, na wskroś genderową twórczością Sally Potter - wciela się tu w antykulturową, złą feminę, która ponosi zasłużoną karę i płonie na stosie nowego, patriarchalnego już, porządku. Jej fantastyczną kreację można z powodzeniem odczytać i w takim - cynicznym, ale i filmograficznym -kontekście. Poza złą wiedźmą, magii przestrzeniom Narnii nadają oczywiście krajobrazy, efekty specjalne i muzyka. Ścieżka dźwiękowa Harry`ego Gregsona - Williamsa to bezsprzecznie zasługująca na Oscara, wielka muzyczna uczta. Efekty specjalne zaś starają się przede wszystkim nie zdominować treści. Disney celowo przez większą część filmu unika wizualnego przepychu, chcąc zachować szacowny, angielski i niejako kameralny charakter historii. Nieprzypadkowo niektóre ze zdjęć kręcono w Czechach i w Polsce. Tereny wschodniej Europy ujmują bowiem nie feerią barw i mnogością wrażeń, a bardziej dyskretnym, dzikim pięknem. (W naszym kraju kręcona była zresztą jedna z kluczowych scen filmu - ucieczka przed Królową przez zamarznięte jezioro. Jeziorem tym była polska Siemianówka, a w produkcji uczestniczyła również rodzima ekipa - operatorzy kamer i producenci.) Im bliżej finału tym jednak mniej delikatnej poetyki, a więcej ekranowego rozmachu. Owe stopniowanie znajduje swą wizualną i muzyczną kulminację w końcowej sekwencji bitewnej - rewelacyjnej, znakomicie poprowadzonej i kipiącej od emocji scenie pojedynku dobra ze złem. I dla tej części widowiska - istnej perełki realizacyjnej - można oglądać "Lwa, czarownicę i starą szafę" po wielokroć. Mam nadzieję, że za każdym razem z równą przyjemnością.
Zastanawiam się jednak, jak prezentować się będą "Opowieści z Narnii" pozbawione całej tej sentymentalno - emocjonalnej otoczki? Czy osoba, która nie pamięta serii Lewisa, poczuje dzięki filmowi Adamsona sens stworzonej ponad pół wieku temu legendy? I czy przypadkiem widowisko Disneya - dozwolone już dla siedmiolatków - nie jest przy całym swoim rozmachu zbyt infantylne? Powyższego wrażenia nie zaciera niestety drewniane aktorstwo młodych bohaterów (wszystkich oprócz najmłodszej Georgii Henley) i drażniący polski dubbing. Mimo tego - dzięki starym sentymentom i konsekwencji realizacyjnej - "Opowieści..." ogląda się świetnie. Wielki ekran nie zniszczył mitu sprzed lat. Wręcz przeciwnie - sprawił, że Narnia powróciła w wielkim stylu. Czy był to jednak powrót zupełny, czy może tkwi w "Opowieściach..." wciąż nieodkryty filmowy potencjał? Na to pytanie z pewnością odpowiedzą kolejne odsłony planowanej przez Disneya serii. Jedno jest pewne - warto było poczekać... i warto czekać dalej.


FILM W POLSKIEJ WERSJI JĘZYKOWEJ
Film w wersji oryginalnej (15 kopii) w wybranych multipleksach w Warszawie, Krakowie, Toruniu, Katowicach, Bydgoszczy, Szczecinie, Poznaniu, Wrocławiu, Bielsku-Białej i Gdańsku.


OPOWIEŚCI Z NARNII
LEW, CZAROWNICA I STARA SZAFA


Tytuł oryginalny: The Chronicles Of Narnia:
The Lion, The Witch And The Wardrobe
Czas trwania: 140 minut
Rok produkcji: 2005, USA
Reżyseria: Andrew Adamson
Scenariusz: Ann Peacock, Andrew Adamson, Christopher Markus & Stephen McFeely
Na podstawie powieści C.S. Lewisa
Muzyka: Harry Gregson-Williams
Zdjęcia: Donald M. McAlpine
Scenografia: Roger Ford
Efekty specjalne: Dean Wright
Kostiumy: Isis Mussenden

Premiera światowa: 9 grudnia 2005
Premiera polska: 6 stycznia 2006
Dystrybucja w Polsce: Forum Film Poland


Wystąpili: Georgie Henley jako Łucja (w polskiej wersji językowej: Maja Cygańska)
Anne Popplewell jako Zuzanna (pl: Marta Dąbrowska) | Skandar Keynes jako Edmund (pl: Kamil Kubik)
William Moseley jako Piotr (pl: Piotr Deszkiewicz) | Liam Neeson jako lew Aslan (głos) (pl: Piotr Machalica)
Tilda Swinton jako Jadis - Biała Czarownica (pl: Danuta Stenka) | James McAvoy jako Pan Tumnus
(pl: Grzegorz Damięcki) | Dawn French jako Pani Bobrowa (głos) (pl: Anna Seniuk) | Jim Broadbent jako
prof. Digory Kirke (pl: Władysław Kowalski) | Ray Winstone jako Pan Bóbr (głos) (pl: Krzysztof Kowalewski)
Elizabeth Hawthorne jako Pani Macready (pl: Elżbieta Kępińska)

Autor recenzji: Jacek Kozłowski - SENK
Ocena: 5/6

Klub Miłośników Filmu, 22 grudnia 2005