Dave Gibbons, rysownik, który wraz z Alanem Moorem stworzył "Strażników", powiedział kiedyś, że aby w pełni docenić ten komiks należy przeczytać go trzy do czterech razy. Dopiero wtedy czytelnik dostrzeże wszystkie "smaczki", które twórcy pozostawili na kartach historii: aluzje, sugestie i drobne żarty. To, co tak dobrze sprawdza się na papierze, nie zawsze działa w filmie. Zack Snyder podjął się niezwykle trudnego zadania przeniesienia "Strażników" na ekran i, przynajmniej według mnie, nie tylko nie zawiódł, ale dzięki jednej scenie udowodnił, że odtworzenie tego efektu na taśmie filmowej jest możliwe i sprawdza się wybornie. Tą sceną jest oczywiście czołówka otwierająca film, która w niezwykle ciekawy, atrakcyjny wizualnie i wiarygodny sposób, osadza superbohaterów w historii USA - niemal każdy kadr to nowa historia, a oglądając napisy początkowe bez podstawy w postaci pierwszego seansu (lub znajomości papierowego oryginału), nie sposób od razu ich ogarnąć. Całe szczęście, niedługo po premierze scena otwierająca film pojawiła się w Internecie, dzięki czemu obejrzałem ją już niezliczoną ilość razy, prawie zawsze zauważając coś, co poprzednim razem umknęło mojej uwadze. W ten oto sposób powstało poniższe zestawienie, które w zasadzie można nazwać analizą, po kolei skupiającą się na każdym ujęciu.
Jako tło do czołówki filmu została wybrana, nagrana w 1963 r. piosenka Boba Dylana "The Times They Are a-Changin", z albumu pod tym samym tytułem. Utwór ten jest jednym z najbardziej znanych protest songów, którego tekst skierowany jest do pokolenia "starych", mających ustąpić miejsca "młodym", bo, zgodnie z tytułem, czasy się zmieniają. W komiksie tytuł piosenki był hasłem reklamowym linii perfum produkowanych przez Adriana Veidta - Nostalgia (w scenie tuż przed zabójstwem Komedianta na ekranie telewizora można dostrzec przez chwilę jedną z takich reklam). W filmie utwór obrazuje sposób, w jaki społeczeństwo reaguje na superbohaterów.
Pierwsze ujęcie wygląda jak klasyczny obrazek ze starego komiksu - bohater w masce uderza w twarz zamaskowanego bandytę z pistoletem, wzbudzając tym zainteresowanie reportera. Jednak najciekawsze jest tło całego zajścia - po prawej stronie kadru, na ścianie, wiszą plakaty reklamujące pierwszy numer nowego komiksu, którym jest Batman. Plakaty te pojawiły się w USA w kwietniu 1940. roku. W centralnej części kadru można dostrzec repertuar spektakli granych w Operze Gotham, a po lewej widzimy reflektor samochodu, człowieka w okularach (najprawdopodobniej kierowca) i parę wychodzącą z budynku - rodzice Bruce'a Wayne'a i Alfred?
Kolejne dwa ujęcia mają podobną wymowę - na pierwszym Jedwabna Zjawa pozuje do zdjęcia razem z policjantami, trzymając w rękach gazetę ze swoim zdjęciem na okładce (w tym czasie jeden z funkcjonariuszy zagląda jej w dekolt). Na drugim widzimy Komedianta w podobnej sytuacji, z tą różnicą, że ten bohater trzyma złapanego przed bankiem złodzieja. Sądząc po uśmiechach, oboje czerpią z tego niekłamaną przyjemność. Superbohaterowie w świecie "Strażników" stanęli obok aktorów i piosenkarzy, stając się gwiazdami, o których szarzy ludzie chcą czytać w gazetach, aby oderwać się od swojego nieciekawego życia. Może również dlatego niektórzy postanowili przywdziać maski - dla rozgłosu i sławy.
Rok 1940. i pamiątkowe zdjęcie pierwszej, oficjalnie działającej grupy superbohaterów - Gwardzistów. Od lewej: Ursula Zandt - Sylwetka, Byron Lewis - Człowiek Ćma, Bill Brady - Dolarówka, Hollis Mason - Nocny Puchacz, Nelson Gardner - Kapitan Metropolis, Edward Blake - Komediant, Sally "Jupiter" Juspeczyk - Jedwabna Zjawa i Zakapturzony Sędzia - pierwszy bohater w masce, którego tożsamość nigdy nie została ujawniona. Pierwsza generacja superbohaterów została zainspirowana historiami "złotej ery" komiksu amerykańskiego, a ich kostiumy cechuje prostota, jaskrawość i ogólnie pojęta tandeta.
Amerykański samolot zrzuca na Japonię bombę atomową, a kiedy zbliża się do kamery widzimy, że został ochrzczony imieniem Jedwabnej Zjawy i ozdobiony jej wizerunkiem. Filmowa Miss Jupiter to połączenie dwóch rzeczywiście istniejących bombowców - Enola Gay (B-29 "Superfortress", który zrzucił bombę na Hiroszimę) i Memphis Belle (B-17 "Flying Fortress", o którym powstał film pod tytułem "Ślicznotka z Memphis").
Na ulicach Nowego Jorku radość - Amerykanie świętują koniec wojny. Sylwetka przechadza się w tłumie i całuje namiętnie pewną sanitariuszkę. Wszystko zostaje uwiecznione na alternatywnej wersji słynnego zdjęcia.
Dolarówka, superbohater sponsorowany przez jeden z nowojorskich banków, leży martwy przy wejściu do budynku. Podczas napadu jego peleryna wkręciła się w drzwi obrotowe, unieruchamiając go i pozwalając złodziejom na oddanie strzału z bliskiej odległości (w filmie wspomina o tym Rorschach). Jest to pierwsze zdarzenie "zdzierające" z zamaskowanych herosów otoczkę ikoniczności, pokazujące, że są jedynie zwykłymi śmiertelnikami. Kilkanaście lat po wydaniu komiksu, do tego wątku nawiązał w "Iniemamocnych" Brad Bird, przedstawiając w komicznej scenie niepraktyczność i bezsens noszenia peleryn.
Przyjęcie pożegnalne Jedwabnej Zjawy, która wyszła za mąż i jest w ciąży. Ujęcie skomponowane jest w taki sposób, aby jak najdokładniej przypominać "Ostatnią Wieczerzę" Leonarda Da Vinci (włącznie z wyróżnieniem centralnej postaci za pomocą jaśniejszego tła).
Kolejne wydarzenie wspominane przez Rorschacha i kolejny etap demitologizacji superbohaterów - Człowiek Ćma zostaje zabrany przez sanitariuszy do szpitala psychiatrycznego. Oczywiście świadkami całego zajścia są obiektywy aparatów fotograficznych.
Sylwetka i jej partnerka leżą martwe na łóżku, obok ktoś zostawił stronę gazety ze zdjęciem zrobionym podczas świętowania końca wojny i tytułem artykułu krzyczącym "skandal seksualny!". Na ścianie zostało napisane krwią "lesbijskie dziwki" - dekonstrukcja mitu postępuje nadal - bycie znaną superbohaterką nie uchroniło Sylwetki przed homofobią i zabójcami.
Kolejne ujęcie przedstawia nieszczęśliwe dzieciństwo Rorschacha, którego matka była prostytutką i "obsługiwała" klienta za klientem. Motyw wydaje się być oklepany, ale należy pamiętać o tym, że przed komiksem Moore'a nikomu się nawet nie śniło, żeby taki wątek połączyć z genezą superbohatera. Jednak w pierwszej kolejności serwowana jest notka historyczna - Rosjanie skonstruowali bombę jądrową i przeprowadzili pierwsze testy (1949 r.).
Dr Manhattan wymienia uścisk ręki z prezydentem Kennedym. Na pierwszy rzut oka ujęcie to nie jest niczym specjalnym, ale z drugiej strony nie dziwi - w końcu pojawienie się Doktora to "jedno z najważniejszych wydarzeń w historii współczesnej", jak można usłyszeć w telewizji. Jednak postawione obok kolejnego ujęcia nabiera dodatkowego znaczenia.
Prezydent John F. Kennedy ginie w Dallas od kuli zamachowca, którym okazuje się Komediant - superbohater, który w przyszłości założy strój przyozdobiony w kolory amerykańskiej flagi. Komiksowi bohaterowie nie byli apolityczni - zawsze bronili ukochanego kraju Wuja Sama przed faszystami i komuchami (np. Superman, który "bronił amerykańskiego stylu życia"), a robiąc to uśmiechali się i świecili przykładem dla dzieci (w podobnym świetle został przedstawiony w poprzednim ujęciu Dr Manhattan). Superbohater zawsze bronił idei, jednak w sposób nie budzący moralnych wątpliwości. Wokół zabójstwa JFK narosło wiele teorii spiskowych - jedną z nich jest twierdzenie, jakoby jego zleceniodawcami byli współpracownicy prezydenta uważający, że nie jest on zdolny do rządzenia, nawet jeśli jest najpopularniejszym i najbardziej kochanym rezydentem Białego Domu w historii (pisał o tym między innymi Bogusław Wołoszański). Dlatego właśnie Komediant stał się narzędziem w rękach spiskowców, którzy postanowili dla wyższego dobra poświęcić życie Kennedy'ego. Jakieś skojarzenia? Snyderowi należą się brawa za zaskakująco dokładne przeprowadzenie rekonstrukcji, łącznie z ruchem kamery i drewnianym płotem, który stoi w tym miejscu do dziś. I jeszcze na koniec - powyższa sytuacja jest w komiksie jedynie zasugerowana
Kolejne ujęcie przedstawiające trudne dzieciństwo jednej z bohaterek - mała Laurie przygląda się kłótni rodziców, kiedy była Jedwabna Zjawa wykrzykuje, że kiedyś miała wszystko (kolejna sugestia, że herosi przywdziewali maski dla siebie, nie dla społeczeństwa). Podobnie jak we wcześniejszym ujęciu z dzieciństwem Rorschacha, otrzymujemy historyczny punkt odniesienia, którym jest samospalenie Thich Quang Duca w 1963 r. w Sajgonie, jako protest przeciwko represjonowaniu buddyzmu w Wietnamie.
Dwóch pobitych i nieprzytomnych mężczyzn przywiązanych do hydrantu i kartka z charakterystycznym "podpisem" - to Rorschach rozpoczyna krucjatę przeciwko miejskim złoczyńcom. Paradoksalnie, to właśnie jemu najbliższa jest idea bezinteresownego (komiksowego?) strzeżenia sprawiedliwości, bez świateł reflektorów i błysków fleszy. I bez kompromisów.
Śnieg, futrzane czapki, samoloty MIG w powietrzu i głowice jądrowe w tle, jednym słowem - Związek Radziecki. Na balkonie wśród radzieckich oficjeli stoją I sekretarz KC KPZR Leonid Breżniew i kubański dyktator Fidel Castro (oczywiście z nieodłącznym cygarem).
Następne ujęcie (zainspirowane zdjęciem z 21 października 1967 r.) jest najprawdopodobniej najmocniejszą i wywołującą największe emocje częścią czołówki. Grupa hippisów protestuje przeciwko prezydentowi Nixonowi i wojnie w Wietnamie. Jedna z dziewczyn wkłada do lufy karabinu kwiat, który zostaje "zdmuchnięty", gdy oddział wojska niespodziewanie oddaje strzał.
Wracamy znowu do spokojniejszych czasów. Andy Warhol, jeden z najsłynniejszych amerykańskich artystów, twórca pop-artu, prezentuje dziennikarzom wykonany przez siebie portret Nocnego Puchacza II (w rzeczywistości obraz ten przedstawia twarz Marylin Monroe). W tle można dostrzec podobną prace, inspirowaną wzorami na masce Rorschacha. Obok Warhola stoi znany pisarz - Truman Capote, twórca powieści "Śniadanie u Tiffany'ego" i "Z zimną krwią". Z prawej strony kadru przechadza się niczym nie skrępowany nagi model - kolejna oznaka zmieniających się czasów.
Neil Armstrong stawia pierwsze kroki na Księżycu, a całe zdarzenie filmuje stojący nieopodal Dr Manhattan. Astronauta mówi: "Powodzenia panie Gorsky" - miały być to pierwsze słowa astronauty, wypowiedziane jeszcze przed znamiennymi: "Mały krok dla człowieka, wielki skok dla całej ludzkości", ale sam Armstrong temu zaprzeczył. Wiąże się to z pewną anegdotą na temat młodości astronauty, anegdoty oczywiście całkowicie niepotwierdzonej i najpewniej po prostu zmyślonej: Młody Neil lubił grywać koło domu w piłkę nożną, ale pewnego razu kopnięciem posłał ją w okno sypialni sąsiedzkiego domu, skąd dało się słyszeć krzyk sąsiadki: "Seks oralny!? Prędzej dzieciak z domu obok stanie na Księżycu". Sąsiad Armstronga miał na nazwisko Gorsky.
Adrian Veidt w stroju Ozymandiasza, jednak bez maski, stoi przed autentycznym, elitarnym klubem Studio 54 na Manhattanie. Obrazek przypomina sytuację sprzed niemal 40 lat - superbohater pozujący do zdjęć staje się prawdziwą gwiazdą, która przebywa w otoczeniu innych gwiazd jak równy z równym. Na drugim planie stoją ówczesne gwiazdy estrady - zespół Village People, wokalista i aktor David Bowie oraz frontman The Rolling Stones - Mick Jagger.
Kolejne ujęcie jest znów nawiązaniem do początku całej sekwencji - druga generacja superbohaterów pozuje do pamiątkowego zdjęcia. Od lewej stoją: Edward Blake - Komediant, Laurie Juspeczyk - Jedwabna Zjawa II, Jon Osterman - Dr Manhattan, Adrian Veidt - Ozymandiasz, Dan Dreiberg - Nocny Puchacz II i Walter Kovacs - Rorschach. Na ścianie za nimi znajdują się oprawione zdjęcia Gwardzistów i amerykańska flaga. Sielanka. Pewnym odstępstwem od oryginału jest zmiana wyglądu strojów bohaterów, co jest zrozumiałe. W chwili gdy powstawał komiks, przebrania postaci nawiązywały do kostiumów innych komiksowych postaci. W chwili kręcenia filmu wytworzył się już niemal oddzielny podgatunek filmu superbohaterskiego, który przedefiniował sposób "noszenia się" herosów i to właśnie do kina nawiązuje w tej kwestii ekranizacja "Strażników". Pojawiają się nawet zaczerpnięte z "Batmanów" Schumachera sutki na stroju Ozymandiasza.
Widzimy przekaz telewizyjny Richarda Nixona, który właśnie został wybrany na trzecią kadencję sprawowania urzędu prezydenta - wygranie wojny w Wietnamie przysporzyło mu ogromnego poparcia. W świecie "Strażników" nie było również afery Watergate, ponieważ Carl Bernstein i Bob Woodward, którzy upublicznili sprawę w rzeczywistości, zostali wcześniej zamordowani, co jest zasugerowane zarówno w komiksie, jak i w filmie (mówi o tym Komediant, podczas tłumienia zamieszek). Kamera następnie cofa się i pokazuje trzy kolejne telewizory i trzy inne programy informacyjne: pierwszy obwieszcza zdelegalizowanie działalności superbohaterów, drugi - zmianę konstytucji znoszącą limit dwóch kadencji prezydentury, a trzeci - Zegar Sądu Ostatecznego, który zostaje ustawiony na za dziesięć dwunasta.
Kamera cofa się nadal i pokazuje zamieszki na ulicach - ludzie noszą transparenty z napisami "odznaki, nie maski", "dość zamaskowanych mścicieli" i "chcemy policji z powrotem". Jeden z demonstrantów maluje na szybie napis "who watches the watchmen", który w polskim tłumaczeniu został wypaczony na "kto strzeże strażników". Słowa te pochodzą z "Satyr" rzymskiego poety Juwenalisa (w oryginale: "Quis custodiet ipsos custodes?") i w komiksie przetłumaczone są na "Któż pilnować będzie samych strażników?". Ujęcie kończy się rzuceniem w witrynę zapalonej butelki z benzyną - wszystko znika w płomieniach. Faktycznie, zgodnie z refrenem piosenki Dylana - czasy się zmieniają. Superbohaterowie pojawili się nagle, zyskali poklask, poparcie, ale ludzie w końcu się od nich odwrócili. I nie ma w tym nic dziwnego - taka jest kolej rzeczy, stare odchodzi, nadchodzi nowe. Czasy się zmieniają...

Przeczytaj również recenzję "Strażników"

Autor analizy: Maciek Poleszak - CIUNIEK | Klub Miłośników Filmu, 16 marca 2008

STRONA GŁÓWNA | ANALIZY KMF | NAPISZ DO AUTORA