Strona główna KMF



"Człowiek błądzi, póki dąży do celu"
- czyli w poszukiwaniu rubinowego szkła


Reżyser Werner Herzog od początku swojej kariery chciał przekraczać granice filmowego świata, kręcić fabuły jak dokumenty i dokumenty jak fabuły. Do filmu włączał zarówno sceny improwizowane, jak i te wielokrotne powtarzane, raz dochodził do "ekstatycznej prawdy", raz - niczym w brechtowskim teatrze - ukazywał mechanizmy rządzące kinem od początku jego istnienia.

W roku 1976 był już cenionym twórcą, znanym z nieprzeciętnych zainteresowań - ale także niemniej nieprzeciętnych metod wprowadzania swoich wizji w życie. Filmowy świat usłyszał także o jego pochodzeniu: reżyser wychował się na uboczu cywilizacji, w małej bawarskiej wiosce, pierwszy film widział mając lat dwanaście, pierwszą rozmowę telefoniczną odbył w wieku lat siedemnastu.

Być może tak późny kontakt reżysera z wytworami cywilizacji wpłynął na zachowanie w nim pierwiastka dzikości, silnie sprzężonego z krainą, w której wychował się twórca "Zagadki Kaspara Hausera" - czyli Bawarią. To jej mroki i ukryte piękno inspirowały malarza Caspara Davida Friedricha, to jej tajemniczemu pierwiastkowi uległ Ludwik II budując monumentalny Zamek Neuschwanstein.

Ze słynnym landem bardzo związany był - i jest - inny reżyser niemiecki Herbert Achternbusch. Twórca "Wojny piwnej" i "Uzdrówcie Hitlera", jest także znany ze swej działalności literackiej. W roku 1975 światło dzienne ujrzała jego powieść "Die Stunde des Todes". Wernerowi Herzogowi przypadł do gustu szczególnie jej drugi rozdział, i to właśnie na nim oparł scenariusz swojego kolejnego filmu fabularnego, zatytułowanego "Szklane Serce".

Długo nie zwlekając - bo w roku premiery książki Achternbuscha - Herzog wyruszył w rodzinne strony, a dokładniej do zamku Walchsing w Aldersbach, w okolicy którego ponoć mieszkał będąc dzieckiem. Tam też - z ekipą aktorów - naturszczyków, nakręcił jeden z najbardziej tajemniczych i fascynujących filmów w historii kinematografii.

"Szklane Serce" opowiada osadzoną w XIX wieku historię nawiedzanego wizjami pasterza Hiasa. Jest człowiekiem prostym i wrażliwym, jego nadprzyrodzone zdolności zaważyły jednak na zepchnięciu go na margines życia przez miejscową społeczność. Po części to on sam wybiera życie z dala od cywilizacji, w mrocznych lasach i jaskiniach, wśród dzikich zwierząt. Jego antagonistą jest nowy właściciel huty, młody hrabia, który całe dnie spędza na poszukiwaniu przepisu pozwalającego wytwarzać rubinowe szkło, staczając się powoli w melancholię i szaleństwo.

Tajemniczą technologię zabrał ze sobą do grobu Mühlbeck - poprzedni właściciel huty, pozostawiając bezradnych szklarzy i skazując wioskę na zagładę. Rubinowe szkło było bowiem nie tylko źródłem profitów miejscowej ludności - bo to w kontekście filmu jest mało istotne i wydaje się banałem. W ujęciu Herzoga stało się ono czymś na miarę kamienia filozoficznego, będącego sensem życia mieszkańców osady, ich siłą napędową. Rozjaśniało mroki życia, dawało pracę, uwalniało od egzystencjalnych lęków. Jak mówi jeden z bohaterów: "Dusza szkła jest niezmiernie krucha. Jest czysta, nieskalana. Pęknięcie to grzech. Po grzechu pierworodnym nie wyda już dźwięku".




Lecz teraz już nikt nigdy nie wytopi rubinu. Szklarze pogrążają się w apatii. Ludzie widzą olbrzymy, które "wybiją nasze bydło, i wyprują z nas flaki. Wychłepczą nam mózg z czaszek" - jak mówią. Mieszkańcy zbierają się w gospodzie i piją piwo. Hias ma wizje: huty szkła porośnięte pokrzywami. Nikt nie zważa jednak na perspektywę zagłady miejscowej huty, którą strawić ma pożar. Wioskę ogarniają mroki, strach i szaleństwo.

To, co w tym filmie najbardziej fascynuje, to niesamowita atmosfera. Herzog powrócił do pierwotnej roli kina: oglądając ten film mamy wrażenie uczestniczenia w przedstawianych wydarzeniach. To tak, jakby ktoś cofnął się w czasie, nakręcił całą historię i zagubił gdzieś kasetę, którą tylko ja teraz oglądam. Jest to oczywiście zasługa wrażliwości Herzoga - dokumentalisty. W najbardziej kluczowych momentach dla filmu operator bierze kamerę do ręki, zbliżając się do aktorów i pokazując ich twarze w dużym zbliżeniu.

Dominują tu ujęcia raczej statyczne. Herzog wyznał, że komponował kadry z albumem de la Toura w ręku. Rzeczywiście, światło w tym filmie przypomina to, jakie uzyskał w swoich pracach słynny "malarz świec". Zbliża to również "Szklane Serce" - paradoksalnie - do tak lubianego przez Herzoga kina ekspresjonistycznego.

Jednak wszystkie wyżej wymienione zabiegi stylistyczno - formalne bledną w konfrontacji z tym najważniejszym: wszyscy aktorzy (oprócz odtwórcy Hiasa) zostali przez Herzoga zahipnotyzowani. Reżyser mówił w wywiadach: "Zastosowaliśmy to ze względów stylistycznych, a nie w celu uzyskania pełnej uległości. Nie chodziło nam o to, by dysponować posłusznymi kukłami. Fascynowało nas obserwowanie ludzi takimi, jakimi dotychczas w kinie nigdy nie byli widziani; w efekcie stwarzało to możliwość wniknięcia w naszą własną jaźń z zupełnie nowej perspektywy. Chcieliśmy, aby w filmie panowała atmosfera halucynacji, proroctwa, wizjonerstwa i nasilającego się pod koniec zbiorowego delirium. Hipnotyzowałem osobiście. Hipnoza jest bardzo naturalnym stanem ducha. Pragnąłem uzyskać wrażenie przebywania postaci w transie: same wpędzają się w katastrofę i zapadają w sen na jawie".

W roku 1976 film był już gotowy. Zaprezentowano go po raz pierwszy siedemnastego grudnia w Monachium, gdzie Herzog założył wcześniej swoją firmę produkcyjną, i gdzie mieszkał. Po premierze jeden z krytyków pisał: "To film zarazem hermetyczny i przejrzysty. Zachwycający poemat wizualny wzbogacony obsesyjnym kontrapunktem powtarzającej się muzyki, podróż w oniryzm i wyobraźnię. To dzieło wrośnięte głęboko korzeniami w bardzo starą, płodną tradycję germańską, co być może uwyraźnia jego niepokojący i nieodparty urok. Podziwiających go widzów pozostawia film pod koniec bezradnymi. Jesteśmy zachwyceni rozbuchanymi wizjami, ale także nieco zagniewana ten nadmiar tajemnic, których nie możemy zgłębić".

Czym jest dla nas "Szklane Serce" teraz - po przeszło trzydziestu latach od premiery? Czy tylko opowieścią o zbiorowym szaleństwie? To przede wszystkim film, którym Herzog zachęca publiczność do zmian. W jednej ze scen pasterz Hias mówi do zalęknionych wieśniaków: "jeśli nic się nie zmienia, to uważacie to za szczęście". Herzog doszukuje się nieszczęścia i upadku wieśniaków właśnie w stagnacji, jaka była ich udziałem, w melancholii, jaka ich ogarnęła (tak jak Kubrick szukać będzie wspólnego pierwiastka przegranej swoich bohaterów w utracie przez nich kontroli).Widać to choćby na przykładzie ojca właściciela huty, który nie wstawał ze swojego fotela od kilkunastu lat. Zrobił to dopiero, gdy płonęła huta, a i tak nie zobaczył tego wydarzenia, bo nigdzie nie mógł znaleźć swoich butów.

Bunt reżysera skierowany w zastany, lecz zepsuty stan rzeczy ma związek z romantycznymi korzeniami twórcy "Stroszka". Wielokrotnie odwoływał się on do epoki romantyzmu, i to nie tylko w swojej sztuce, ale także w życiu prywatnym. Podobnie jak artyści tamtej epoki, Herzog wielokrotnie wyruszał w podróż, jak choćby w tę najbardziej znaną, opisaną przez niego w książce zatytułowanej "Vom Gehenn im Eis" ("Drogą po lodzie") - co było również wyrazem jego buntu i dążeniem do zmian przez zerwanie z prozą dnia codziennego.




Innym nawiązaniem do spuścizny romantycznej jest postać młodego właściciela huty. Jego szaleństwo jest bardzo "plastyczne", namacalne. Przeżywa ekstazę, gdy sługa opowiada mu o rubinowym mieście. Wpada wtedy na pomysł uzyskania szkła, przez wrzucenie ostatniego wytopu do rzeki tak, by ta zabarwiła się na czerwono. Nie przestaje jednak szukać receptury. Każe rozkopać grób Mühlbecka, szukać w jego domu i meblach. Kamera sunie ukazując coraz większe spustoszenie, jakie czyni panicz: rozprute książki, stłuczone pojemniki porozrzucane po całym pałacu robią ogromne wrażenie, potęgując aurę dekadentyzmu.

Lecz jego zachowanie można odczytać również przez pryzmat uwięzienia w chorobie psychicznej. Symbolizują to niesamowicie białe ściany jego domu. Podobnym zabiegiem posłuży się Herzog tworząc cztery lata później "Nosferatu wampir". Jak niewielka granicy oddziela szaleństwo od prawdziwej misji, niech świadczą inni bohaterowie Herzoga: Aguirre czy Fitzcarraldo.

Z kolei Hias ma już wizje związane z przemijaniem pewnej epoki, w której powinno być miejsce na ludzką wrażliwość i odmienność - wizje końca świata. Są one ukazane za pomocą niezwykle intensywnych obrazów przyrody. Ekipa Herzoga zjeździła cały świat, by zarejestrować chmury sunące ponad lasem, źródła gorącej wody czy wrzącej lawy. Wszystko to filmowane przez specjalną osłonę z materiału - w połączeniu z nieziemską muzyką zespołu Popol Vuh - daje niesamowite wrażenie.

Bardziej uważny widz skojarzy to, co mówi pasterz z przepowiednią nazizmu. Mówi o czasie "sprzątania ławek" i o "małym, który zacznie wojnę". Tymczasem właściciel huty - wzorując się na tajemniczych księgach - dopuszcza się rytualnego mordu na służącej Ludmile. Patrząc na krew mówi: "oto jest, najczystszy ze składników!" - w kontekście tych słów ostrzeżenie przeciwko nazizmowi nabiera większego znaczenia.

Ofiara z Ludmiły - podobnie jak ofiara złożona z Lucy w filmie "Nosferatu, wampir" nic nie daje, jest bezsensowna. Ale wywodzi się z kultury chrześcijańskiej, co potwierdza spadający ze ściany święty obraz - symbolizujący śmierć służącej. Jak trudno wyzwolić się, i jak wielkie są bariery kulturowe potwierdza choćby inny film Herzoga: "Aguirre, gniew boży".

I podobnie jak w filmie o hiszpańskich konkwistadorach reżyser daje nam w "Szklanym Sercu" prawdziwą lekcję zachowań stadnych ludzi: oszalały tłum karze nie tego, który podpalił hutę, ale tego, który to wydarzenie przewidział.

Mówi się, że filmy Wernera Herzoga nie dają widzowi nadziei. Nie mogę się z tym zgodzić. Przykładem niech będzie "Fitzcarraldo", ale przede wszystkim właśnie "Szklane Serce" i jego finałowa scena: pierwsi ludzie, którzy zwątpili, że ziemia jest płaska, wyruszają zbyt małą łodzią na otwarte morze "patetycznie i bezsensownie" - dziś wiemy, że się nie mylili.

Innym nośnikiem nadziei jest - paradoksalnie - właściciel huty, przypominający Fausta. Podobnie jak bohater Goethego potyka się, przegrywa - błądzi, ale dąży - i to jest dla Herzoga najważniejsze. Jedna z ostatnich scen to dialog między nim a Hiasem (obaj są uwięzieni). Ten ostatni mówi:"Chcę wrócić do lasu. Chciałbym znów zobaczyć las.". Na co słyszy: "A ludzi nie chcesz widzieć? Podobasz mi się. Masz szklane serce".



SZKLANE SERCE


Tytuł oryginalny: Herz aus Glas
Rok produkcji: 1976
Kraj: Niemcy
Czas trwania: 93 minuty

Reżyseria: Werner Herzog
Scenariusz: Herbert Achternbusch,
Werner Herzog
Zdjęcia: Jörg Schmidt-Reitwein
Muzyka: Popol Vuh

Obsada:
Josef Bierbichler   .....Hias
Stefan Güttler   .....Huttenbesitzer
Clemens Scheitz   .....Adalbert
Sonja Skiba   .....Ludmilla


Wyślij e-mail Autor analizy, gościnnie:
Mariusz Koryciński
Klub Miłośników Filmu
09.06.2007