Strona główna KMF
        

    "Troja" to luźna adaptacja "Iliady" Homera, zrobiona w starym stylu wielkich hollywoodzkich widowisk. Jeśli ktoś miał zamiar przypomnieć sobie przed seansem ten epos antyczny lepiej niech tego nie robi, by nie zgrzytać później zębami na zmiany jakie wprowadzili do historii filmowi scenarzyści. Pomimo tego, że "Troja" trwa grubo ponad dwie godziny i miejscami przynudza, warto obejrzeć na dużym ekranie jeden z największych przebojów tego lata. To solidne widowisko dla mas nie mające (mam nadzieję) aspiracji do bycia czymś więcej (mam tu na myśli przyszłoroczne nominacje do Oscarów, gdzie "Troja" ma szansę tylko i wyłącznie w kategoriach technicznych). Film niestety wpisany jest w pewien schemat, brakuje pomysłowości i jakiś oryginalnych zagrań. Bitwa, później scena miłosna, znów bitwa i tak w kółko przerywane jeszcze patetycznymi fragmentami jak palą na stosach poległych. Do tego kiedy akcja przenosi się do Troi widzimy wciąż te same dekoracje - plac, pałac, świątynia, mury obronne i obóz Greków przy zacumowanych statkach. Przydałyby się jakieś efektowne najazdy kamery podążającej ciasnymi uliczkami by później choć raz zaglądnąć do zwyczajnego domu. Co z tego, że mamy parę ładnych panoramicznych ujęć miasta, skoro większość z nich to widok z tego samego pałacowego balkonu. Już panorama XIX wiecznego Paryża w "Van Helsing" była znacznie efektowniejsza.


   


    Setki płynących statków robią wrażenie, ale tę scenę widzieliśmy przecież w zwiastunie. Brakuje spektakularnych akcji jaką mogłoby być na przykład zajęcie miasta przez Greków. Parę przewróconych posągów z tektury i pożar widziany z oddali - to wszystko na co stać hollywoodzkich magików od efektów specjalnych? Więc na co poszło te 185 milionów dolarów - na gaże gwiazd i sceny bitewne tylko? Jak już się robi film za tak olbrzymie pieniądze, to później oczekuje się perfekcji w każdym calu. A bitwy? Zbliżające się do siebie armie przedstawione są pierwszorzędnie, jednak jak już dochodzi do starcia widać że to wciąż nie jest poziom znany z "Braveheart" czy "Powrotu Króla". Za to rewelacyjne są pojedynki między poszczególnymi bohaterami. Kto by przypuszczał, że Brad Pitt i Eric Bana tak dobrze władają bronią białą. Jednak długie i wyczerpujące treningi przed zdjęciami opłaciły się, a choreografia walk (mimo iż to nie film kung-fu) zapiera dech w piersi. Z pierwszoplanowych aktorów najsłabiej wypada bezbarwny Orlando Bloom grający nieco zniewieściałego i tchórzliwego Parysa. Prawie nie walczy i brakuje mu charyzmy jaką miał wcielając się w poprzednich filmach w Elfa i pirata. Pitt i Bana są znacznie lepsi, chociaż im też zdarzają się wpadki (zwłaszcza Bradowi we fragmentach dramatycznych). Po kapitalnych dialogach w "Piratach z Karaibów" te w "Troi" niczym nie zachwycają. Rozmowy Hektora z żoną prezentują poziom telenoweli - Homer chyba się w grobie przewraca. Kiedy pierwsza z porwanych kobiet krzyczy by nie walczyć za nią, ok. Ale kiedy druga powtarza to samo to już mamy lekki zgrzyt. Pewne rozmowy i przesłania można odnieść także do współczesnej rzeczywistości i interwencji Busha w Iraku do której większość Hollywood odnosi się raczej niechętnie. Można mieć pretensje do doboru przepięknej Heleny. Diane Kruger ładnie wygląda i to właściwie wszystko (nawet nie ślicznie ;) Wolałbym zobaczyć aktorkę z bogatszym doświadczeniem, która wniosłaby do filmu coś więcej niż powiew świeżości i nową twarz.


   


    Jak już zacząłem narzekać, to wspomnę jeszcze o muzyce. Ścieżka dźwiękowa jest koszmarna! Popłuczyny po "Gladiatorze" mimo iż to Horner a nie Zimmer. Czy przy każdej tragicznej scenie musi być jakaś rzewna pieśń, jakby raz nie móc odejść od tego schematu? Gorzej, że podobnie tandetne kawałki można usłyszeć także podczas scen bitewnych. Gdzie do diabła był Basil Poledouris? On by potrafił napisać naprawdę dobrą partyturę do tego typu produkcji! O kończącej film kiczowatej popowej piosence nawet nie chce mi się pisać, bo po prostu szkoda słow. "Troja" zaczyna się bezkrwawo, by później wraz z nadejściem kolejnych bitew pokazać trochę wojennego gore. Cały czas myślałem, że to produkcja PG-13 i byłem lekko zdziwiony niektórymi dość krwawymi obrazami. Jednak film dostał w USA kategorię wiekową R, więc tryskająca posoka nie powinna nikogo dziwić. Wprawdzie czasami jest ona dorabiana komputerowo, ale to już powoli standard, dość często wykorzystywany zwłaszcza w azjatyckich filmach (ostatnio np. w "Zatoichi" i "Battle Royale 2"). Jest więc przemoc, ale znalazło się też miejsce na trochę seksu. Achilles to przystojniak sypiający nieraz z więcej niż jedną kobietą. Widać sporo roznegliżowanych ciał (nawet Heleny) jednak wszystko to filmowane w taki sposób by nic konkretnego nie pokazać (zapewne by nie zgorszyć jakiejś mniejszości widzów ;) Ach ta Ameryka, w filmie od 18 lat można zobaczyć w sporym zbliżeniu poderżnięte gardło, ale już kobiecej piersi to nie...


   


    A jednak mimo tych wszystkich minusów "Troja" mi się podobała. Od czasu "Gladiatora" nie było tak efektownego epickiego widowiska historycznego. Można było film zrobić lepiej.... ale można było również znacznie gorzej. Mimo tych nieszczęsnych zmian opowieść Homera wciąż wciąga i przykuwa do fotela na dwie i pół godziny. Jeśli ktoś nie będzie zwracał uwagi na detale, przymknie oko na niedociągnięcia, drażniący patos i parę żałosnych dialogów to powinien wyjść z kina usatysfakcjonowany (chyba że znacznie przepłacił za bilety u koni... ale to chyba już nie te czasy ;) Szkoda jednak, że zapewne większość amerykańskich nastolatków wybierających się na "Troję" (pod opieką pełnoletniego opiekuna oczywiście) będzie pamiętać piękne buźki przystojnych aktorów, a z przebiegu filmu raczej nie załapie iż Achilles zginął jedynie dlatego że został postrzelony w piętę. Wartość historyczna znikoma, ale rozrywka przednia - takimi prawami rządzi się współczesne Hollywood. Po tym filmie gwiazda wciąż mało znanego Erica Bany wreszcie rozbłyśnie. Mam nadzieję że ten australijski aktor będzie nie tylko grywał w superprodukcjach (choć pewnie na "Hulk 2" da się namówić), ale także zabłyśnie w skromnych, niezależnych obrazach, jak swego czasu tytułową rolą w "Chopper". A film Wolfganga Petersena, przynajmniej do czasu premiery "Aleksandra Wielkiego" będzie na szczycie wśród tego typu widowisk.




TROJA
Rok produkcji: 2004, USA ; Czas trwania: 163 min.


Reżyseria: Wolfgang Petersen
Scenariusz: David Benioff
Na podst. "Iliady" Homera
Zdjęcia: Roger Pratt
Montaż: Peter Honess
Muzyka: James Horner

Data premiery w USA: 14.05.2004
Data premiery w Polsce: 14.05.2004

Wystąpili:
Brad Pitt (jako Achilles)
Eric Bana (jako Hektor)
Orlando Bloom (jako Parys)
Diane Kruger (jako Helena)
Peter O'Toole (jako Priam)
Sean Bean (Odyseusz)


e-mail
 Autor recenzji: Michał Klimaszewski - GR@IL