Strona główna KMF
        
How happy is the blameless vestal's lot!
The world forgetting, by the world forgot.
Eternal sunshine of the spotless mind!
Each pray'r accepted, and each wish resign'd...

Alexander Pope "Heloiza do Abelarda"



Nie pozwalała mi żartować ze swojego imienia. No wiecie, "oh my darling, oh my darling, oh my darling Clementine". Miała na imię Clementine. Słodkie imię, ale ona wcale słodka nie była. Przeciwnie. Życie z nią było cholernie trudnym wyzwaniem. Przede wszystkim z byle powodu wpadała w złość. Trochę niezrównoważona, może nawet więcej niż trochę. Jej włosy! Coś okropnego. Ale najgorszy był sposób, którym zdobywała sobie sympatię. Wiecie, poszłaby do łóżka z kimkolwiek za jedno dobre słowo. Nie ma w niej niczego, za czym mógłbym tęsknić. Do licha, była naprawdę okropna! I to, jak mnie traktowała. Jakbym był nic nie wartym dodatkiem do jej życia. Szantażowała mnie, upokarzała. O ile lepiej jest mi bez niej. Zastanawiam się tylko, czemu siedzę teraz w tym samochodzie i płaczę. Płaczę jak głupi. Przy tej starej piosence, którą kiedyś śpiewali The Korgis... a może to byli Monkees? Byliśmy razem na targu. Powiedziała mi wtedy coś takiego, że zupełnie zgłupiałem. No powiedzcie, co byście zrobili na moim miejscu? Gdyby dziewczyna nagle powiedziała wam tak po prostu, że chce mieć dzieci, rodzinę. Wymagała ode mnie, bym został ojcem. To było... w centrum handlowym... nie... właściwie o co się wtedy pokłóciliśmy? A wtedy, kiedy wróciła do domu całkiem pijana. Zataczała się, śmiała, a potem zaczęła na mnie krzyczeć... lepiej o tym nie myśleć. Pewnego dnia po prostu nie wróciła do domu. Bóg raczy wiedzieć, dlaczego. Co takiego jej zrobiłem?
Kiedyś leżeliśmy razem w łóżku. Opowiedziała mi, jak w dzieciństwie upodobała sobie najbrzydszą z lalek. Bo widziała w niej siebie. Ale mówiłem jej, że to nieprawda. Była taka piękna wtedy... Mandarynka. Clementine. Miała takie... pomarańczowe włosy. Jak słońce, jak lato. Piękne włosy. Całowała się z kimś w bibliotece. Był taki młody, taki cholernie młody! Nie widzę jego twarzy. Dziwne, nie umiem sobie przypomnieć, jak wyglądał... mówiła do niego po imieniu. Mark? James? Peter? Potrafiła sprawić, że wszystko było niezwykłe, cudowne. Wtedy na tym zamarznietym stawie... a wokół sosny. Świerki... jak to możliwe, że nie pamiętam, gdzie to było? Nigdy chyba nie pojechaliśmy gdzieś razem ot tak, w przypływie szaleństwa. Clementine, o Boże, Clementine! Przecież nie mogłaś tak po prostu odejść. Tęsknię za tobą. Tak strasznie mi ciebie brakuje. Najgorsza chwila mojego życia wtedy, kiedy byłem dzieckiem. Gdybyś była wtedy przy mnie! Gdybyś mogła wziąć mnie za rękę, pocieszyć. A może tam byłaś? Byłaś tam! Pamiętam! Zostań przy mnie... proszę. Proszę! Świetnie bawiliśmy się razem. Przy tobie odżywałem. Śmiałem się. Miałaś... miałaś wady, oczywiście, ale czy to ma znaczenie? Ja też je mam. Wszyscy je mamy! Ale to było takie piękne, na plaży w zimie... nie wiem, skąd się tam wzięliśmy. Jak to się potoczyło dalej? Ten dom na plaży, opuszczony, był wtedy nasz. Z białą podmurówką. Nie, cały drewniany. I miał drewniany taras... z zejściem prosto na plażę... na plażę... na... Nie żegnaj się ze mną, proszę, nie żegnaj się. Przecież to było takie piękne. Takie prawdziwe. Takie inne. Montauk... Montauk? Chyba tak. Nie lubiła, by żartować z jej imienia. No wiecie "oh Carol, I am but a fool..."



Eternal Sunshine
of the spotless mind

Tytuł polski: Zakochany bez pamięci
Rok produkcji: 2004, USA
Czas trwania: 108 minut
Reżyseria: Michel Gondry
Scenariusz: Charlie Kaufman
Zdjęcia: Ellen Kuras

Występują:
Jim Carrey (Joel Barish), Kate Winslet (Clementine Kruczynski), Elijah Wood (Patrick), Kirsten Dunst (Mary)

e-mail
Autor tekstu: Karolina Chymkowska - DEJNA