Strona główna KMF

ZNAKI Shyamalana a MODLITWA ZA OWENA Irvinga
 

UWAGA! PONIŻSZY TEKST:
1. ZAWIERA SPOILERY FILMU "ZNAKI"
2. BĘDZIE ZROZUMIAŁY JEDYNIE DLA TYCH OSÓB, KTÓRE ZARÓWNO OGLĄDAŁY "ZNAKI" JAK I CZYTAŁY "MODLITWĘ ZA OWENA" JOHNA IRVINGA.

M. Night ShyamalanJohn Irving     M.Night Shyamalan, podobnie jak David Fincher, przyzwyczaił widzów do tego, że jego filmy zaskakują. W finale następował zwrot o 180 stopni, który uświadamiał nam, że przez cały czas byliśmy prowadzeni na manowce. Na "Szósty zmysł" ludzie tłumnie walili do kin po raz drugi, chcąc osobiście sprawdzić, czy reżyser "gdzieś się z tym Willisem nie pomylił". Zakończenie "Niezniszczalnego" chociaż już nie w tak szokujący sposób, ale jednak też zaskakiwało. Nic dziwnego, że i po "Znakach" spodziewano się podobnego rozwiązania. I tutaj zawód. Film jest zupełnie przeciętny, a finał wręcz rażąco łopatologiczny. Niemniej Shyamalan odstąpił od zaskoczenia jedynie pozornie. Nadał mu tylko inną formę, można powiedzieć, bardziej elitarną, bowiem posłużył się książką słynnego i wielokrotnie ekranizowanego pisarza - Johna Irvinga. Pod płaszczykiem historii o inwazji kosmitów ukrył symbole, sceny i wydarzenia bezpośrednio związane z fabułą jednej z najlepszych książek Irvinga - "Modlitwy za Owena". W kontekście tejże zupełnie nowego znaczenia nabiera tytuł filmu, o jego przesłaniu nie wspominając.

FABUŁA

    "Znaki" to historia Ojca Grahama, pastora, który po śmierci żony w wypadku zostaje sam z dwojgiem dzieci - chorym na astmę chłopcem i dziewczynką z tajemniczą fobią na punkcie wody. Pastor jest załamany i zupełnie stracił wiarę. Pewnego dnia w sąsiedztwie domu, w którym mieszka z dziećmi i bratem - byłym mistrzem baseball'a - pojawiają się dziwne znaki. Rychło okazuje się, że podobne znaki pojawiły się w wielu miejscach na świecie. Ludzie wieszczą z tego zapowiedź ataku stworzeń z innej planety i zaczynają obawiać się końca świata. W atmosferze narastającego zagrożenia Ojciec Graham podejmuje wysiłek, by bronić swojej rodziny. "Modlitwa za Owena" to rzecz o chłopcu, który głęboko wierzył, że wszystko na świecie służy jakiemuś celowi i że nic nie dzieje się przypadkiem. Owen został obdarzony dziwnym ni to błogosławieństwem, ni przekleństwem - zna zarówno datę, jak i okoliczności własnej śmierci. Jego wiary nikt nie podziela, aż do chwili, gdy jego słowa znajdują potwierdzenie w rzeczywistości. Śmierć Owena zdaje się udowadniać, że miał rację - nic na tym świecie nie jest przypadkowe.

PASTOR BEZ WIARY

    Film Shyamalana nie jest ekranizacją książki w dosłownym tego słowa znaczeniu. Jest pewną grą z widzem, reżyser wyraźnie bawi się umieszczaniem elementów naprowadzających na źródło literackie, jednak "Modlitwa za Owena" pozostaje dla niego inspiracją poza swoją warstwą stricte fabularną.
    Oto kilka elementów, które wykorzystał Shyamalan. Każdy z nich można uznać za swoiste "puszczenie oczka" i ich śledzenie, jeśli już spostrzeże się analogię, jest naprawdę fascynujące.
    1. Pastor bez wiary. Ojciec Graham, główny bohater "Znaków" traci wiarę po tragicznym wypadku, w którym ginie jego żona. Sprawcą jest młody człowiek, który po ciężko przepracowanym dniu wracał samochodem z pracy i zasnął za kierownicą. Mogło się to zdarzyć w każdej chwili, ale zdarzyło się w momencie, gdy żona pastora, Coleen, wyszła na spacer przed kolacją. Uwięziona między maską samochodu a konarem drzewa, nie czuje już bólu, a przed śmiercią zamienia jeszcze kilka słów z wezwanym na miejsce tragedii mężem. Przekazuje mu rodzaj przesłania dla każdego członka rodziny - dwojga dzieci i szwagra. Jej śmierć staje się dla ojca Grahama dowodem, że Boga nie ma. Nie może istnieć żadna miłosierna, dobra, nieskończenie mądra Istota w świecie, gdzie dochodzi do takich zdarzeń. Od tego momentu pastor porzuca swoją misję i odwraca się od Boga, zdecydowany "nie zmarnować ani minuty więcej na modlitwę".
    Lewis Merrill, kaznodzieja z "Modlitwy za Owena" to człowiek słaby, chwiejny i przepełniony wątpliwościami. Chociaż wypełnia swoje posłannictwo, czyni to bez przekonania, że to, co mówi wiernym jest słuszne. Niegdyś przeżył romans - to była więcej niż przelotna miłostka, raczej głęboka fascynacja, a nawet miłość. Piękna Tabita Wheelwright, która na jeden dzień w tygodniu zamieniała się w enigmatyczną Damę w Czerwieni, śpiewając w nastrojowej knajpce w Bostonie, opętała go całkowicie. Owocem tego krótkiego związku są narodziny dziecka, Johna Wheelwrighta, narratora i drugiego obok Owena głównego bohatera książki. Tabita ginie podczas meczu baseballa, kiedy zbyt mocno odbita przez Owena piłka trafia ją w skroń. Tuż przed śmiercią unosi jeszcze dłoń w geście pozdrowienia i uśmiecha się - uśmiech przeznaczony dla ojca jej dziecka, siedzącego na trybunach, którego tożsamości nigdy nikomu nie ujawniła. Pastor Merrill nie może się z tym pogodzić. Jest dręczony poczuciem winy i rozdarty między myślą, że jej śmierć stała się karą za grzechy (więc, czy Bóg jest miłosierny?) a myślą, że coś takiego po prostu nie mogło się stać (więc, czy Boga nie ma?)
    2. Baseball. Brat ojca Grahama, Merill (dziwna zbieżność, nieprawda?) był niegdyś wspaniałym sportowcem. Pobijał rekord za rekordem i miał zdecydowany talent. Jednak niestety miał też tendencję do uderzania w piłkę z całej siły, tym samym zaliczając także rekordową liczbę outów. Owen Meany uwielbiał baseball, chociaż gra była dla niego okrutna. Z uwagi na wybitnie niski wzrost i bardzo małą dłoń nie potrafił praktycznie odbić piłki - kij przewracał go na ziemię i zazwyczaj nawet nie muskał celu. Ale pewnego dnia tę piłkę odbił - odbił z całej siły, a moc tego uderzenia była taka, że cały stadion zastygł w bezruchu. "Uderz z całej siły, Owen" krzyczał trener. Niestety, ten pierwszy sukces Owena stał się przyczyną tragedii - zabił wtedy matkę swojego najlepszego przyjaciela, Tabitę Wheelwright, która i dla niego była kimś na kształt drugiej matki...
    3. Palec. Podczas pierwszego "naocznego" spotkania z przedstawicielem obcej cywilizacji, uwięzionym za drzwiami spiżarni, ojciec Graham, broniąc się, pozbawia go palca. Ten sam kosmita zechce się potem zemścić na rodzinie pastora.
Wskazujący palec prawej ręki jest uznawany za niezbędny do naciskania spustu, dlatego człowiek dotknięty kalectwem w postaci braku tegoż nie może zostać powołany do wojska. Trwa wojna w Wietnamie, a zarówno Owen, jak i jego przyjaciel John są w wieku poborowym. Owen już wtedy głęboko wierzy, że Bóg wyznaczył mu misję - widzi to wyraźnie we śnie, który bez żadnych wątpliwości uważa za proroczy. Niepokoi go jednak fakt, że w tym śnie jest obecny także John. Postanawia zatem sprawić mu niesamowity prezent. Tak właśnie mówi "traktuj to jako prezent ode mnie". Od dzieciństwa wprawiony do pracy przy rodzinnym interesie obróbki granitu, znakomicie posługuje się precyzyjnym narzędziem, piłą z ostrzem diamentowym. John, który obdarzał Owena bezgranicznym zaufaniem, wyraża zgodę na tę szczególną operację. Owen pozbawia go palca wskazującego prawej ręki i czyni tym samym niezdolnym do służby wojskowej, żeby uchronić przyjaciela przed masakrą w Wietnamie.
    4. Manekin. W jednej ze scen "Znaków" jest ujęcie, w którym widzimy stojący w sypialni manekin krawiecki, ubrany w błękitną sukienkę z krótkimi rękawami. Podobny manekin miała Tabita Wheelwright, która znakomicie szyła i łatwo oszczędzała wydatków na stroje - nabytą w sklepie sukienkę po prostu kopiowała, a zakup zwracała po kilku dniach z wyjaśnieniem, że nie podoba się jej mężowi. Manekin z niewiadomych przyczyn fascynuje Owena, który uwielbia go ubierać i wymyślać różne zestawienia strojów.
    5. Sen. Mała córeczka ojca Grahama, Bo, ma sen, który łączy z zagrożeniem, jakie kosmici stwarzają dla jej rodziny. Nie znamy dokładnie jego treści, wiemy tylko, że obawia się śmierci brata i że przewidziała atak astmy, któremu ulegnie podczas odizolowania w piwnicy. Mówi wtedy "to było w moim śnie". Do jakiego stopnia sen dziewczynki pokrył się z rzeczywistością, nie wiemy.
Owen Meany ma bardzo wyraźny i powtarzający się sen, w którym widzi własną śmierć. Dzieje się to w miejscu, który uważa za Wietnam, bowiem jest gorąco i rosną palmy. Ratuje całą grupę wietnamskich dzieci i przypłaca to życiem. Owen zna także dokładną datę swojej śmierci, a jego wiara jest tak niezachwiana, że sam przygotowuje własny nagrobek z odpowiednią inskrypcją. Jego przekonania oczywiście nikt nie podziela. Jednak sen Owena sprawdza się w każdym szczególe.

DLACZEGO MIAŁ ASTMĘ

    Jednym z głównych wątków "Modlitwy za Owena" i również, w konsekwencji, "Znaków" jest motyw celowości. "Nic nie dzieje się przypadkiem" twierdzi Owen "Wszystko ma swoją przyczynę i swój cel". Ojciec Graham w rozmowie ze swoim bratem przedstawia teorię zupełnie inną i zdecydowanie bardziej gorzką. Mówi o dwóch grupach ludzi - pierwsza grupa nie wierzy w przypadek. Cokolwiek się zdarza, musi się zdarzyć, jednak zawsze ktoś będzie czuwać nad nami. Oni mają nadzieję. Druga grupa uważa, że przypadek rządzi życiem - a może on być szczęśliwy bądź nie. Jednak niezależnie od tego, jaki będzie, pozostaniemy z nim sami. Nikt się nami nie opiekuje. Nie ma żadnego Opiekuna. I każdy sam musi zdecydować, do której grupy należy. Potem przytacza bratu ostatnie słowa umierającej szwagierki "niech Merrill mocno odbija". I dodaje, że te słowa nie były niczym innym, jak impulsami wysyłanymi bezładnie przez umierający mózg i zniszczony rdzeń kręgowy, fragmentami wspomnień, które w sposób zupełnie przypadkowy pojawiły się właśnie w tym momencie. Owen Meany był bardzo niski i lekki. Miał również przedziwny głos - głos, który budził dreszcze. Z uwagi na swój wzrost nie mógł grać w koszykówkę, ale Owen należał do osób, które nie znoszą ograniczeń i robią wszystko, by postawić na swoim. Tydzień za tygodniem, miesiąc za miesiącem namawiał swojego przyjaciela Johna do ćwiczeń - John wyrzucał Owena w górę, a ten wkładał piłkę do kosza. Jednak, gdy osiągnęli już cel, uparty Meany nie spoczął na laurach - upierał się, by kontynuować treningi, aż będą w stanie dokonać tej sztuczki w rekordowo krótkim czasie.
    Wietnamskie dzieci uspokoiły się i zaufały Owenowi. Dlaczego? Bo był prawie taki mały jak one, i chociaż nie znał ich języka, to dźwięk jego dziwnego głosu przypominał im ojczystą mowę. Dlatego mu zaufały i nie panikowały, dlatego mógł im pomóc. A do wybuchu granatu pozostawały sekundy, i mieli bardzo mało czasu na to, by Owen schwycił ten granat, a John wyrzucił go w górę - ale zdążyli, gdyż trenowali to przecież bardzo długo. Dzieci przeżyły, a Owen je uratował - bo był uparty, bo niezłomnie wierzył, bo miał bardzo niski wzrost i głos, który przyprawiał o dreszcze...
    Mała Bo od urodzenia miała dziwną manię na punkcie wody. Każda woda, którą piła, wydawała jej się nieświeża, zanieczyszczona, niebezpieczna albo niezdatna do spożycia z jakiegoś innego względu. Dlatego po całym domu stały szklanki pełne niewykorzystanej wody. Morgan, brat Bo, miał astmę. Podczas ataku jego płuca zamykały się, nie mogły normalnie pracować i chłopiec zaczynał się dusić. W chwili zdenerwowania musiał natychmiast przyjąć lekarstwo.
    A wiecie, dlaczego miał astmę? Bo kiedy trafił w łapy płonącego żądzą zemsty kosmity, jego płuca nie dopuściły porcji trucizny, która stanowiła śmiercionośną broń obcego...Obcego, który był groźny, inteligentny i zły, ale miał tę słabość, że woda była dla niego zabójcza. A dzięki temu, że na ścianie mieszkania wisiał pamiątkowy kij baseballowy, że Merrill mocno odbijał, że wszędzie stały szklanki pełne wody...Morgan został uratowany i rodzina ocalona. Przypadek?
"Dlatego miał astmę. Dlatego miał astmę" powtarza pastor Graham w błysku przerażenia, olśnienia, niewyobrażalnej ulgi. Więc istnieje przyczyna wszystkiego. Więc jednak jest coś, czemu można zaufać?

BRAĆ ZA CUD WSZYSTKO

    Oczywiście atak kosmitów jest tylko i wyłącznie pretekstem. Symbolizuje raczej ostateczne, nieprzewidywalne zagrożenie, z którym przychodzi się zmierzyć - zdarzenie, które w ciągu jednej chwili rewiduje wszystkie nasze poglądy, wierzenia i najgłębsze przekonania. Atak groźnej inteligencji z innej planety jest absurdalny, absolutnie niemożliwy. Ale to, że żona wyjdzie na spacer przed kolacją i zakończy żywot wgnieciona w drzewo - to też jest przecież niemożliwe. Może spotkać innych ludzi, ale nie nas.
    A Bóg? Czy On jest bardziej czy mniej realny niż zajście zdarzenia, które nie mogło mieć miejsca? Przecież co krok dzieją się rzeczy niemożliwe. Nasi bliscy nie mogą zginąć w wypadku, wojna nie może wybuchnąć, nie możemy zapaść na żadną bolesną i podstępną chorobę - a jednak tak się dzieje. Ucieka nam paradoks, że wierząc, iż coś takiego jest niemożliwe, w istocie wierzymy w coś, czego nie ma! Owen Meany ufał całkowicie. Nie poddawał w wątpliwość wyroków boskich i nie przyjmował do wiadomości, że może się mylić. Wierzył bez zastrzeżeń w realność swojego snu, w szczerość każdego znaku, który dostrzegał. Wierzył do tego stopnia, że sam wykonał własny nagrobek, umieszczając na nim datę śmierci. I chociaż przecież los Owena godny zazdrości nie jest, nie podjął nigdy żadnego kroku, by oszukać swoje przeznaczenie, żeby uciec. Owen, który we wszelkich dziedzinach życia potrafił postawić na swoim. Głos z gazetki szkolnej, Dzieciątko Jezus i Duch Przyszłych Wigilii. Przesłanie "Opowieści wigilijnej" Dickensa jest jasne - Scrooge zmienia swoją przyszłość, a zatem wizja objawiona mu przez ducha jest "przyszłością, która zdarzyć się może, lecz nie musi". Jednak - skoro Scrooge doznał łaski wejrzenia w tajemnice Boskiego planu, czy nie jest jasne, że właśnie w ten, a nie inny sposób postąpi? Gdyby nie korowód duchów - czy zechciałby cokolwiek zmienić? A zatem, dlaczego ten korowód się przed nim pojawia? Być może podobnie jest z Owenem. Zna swoją przyszłość, która może bądź musi nastąpić, ale poznaje ją w momencie, gdy ma za sobą tragiczny wypadek, w którym spowodował śmierć matki swojego przyjaciela. "Bóg odebrał mi ręce" - nie mogę i nie chcę walczyć - "Jestem narzędziem Boga".
    Ojciec Graham znajduje się w sytuacji odwrotnej - on nie walczy, chociaż może to uczynić. Ale kiedy jego syn dostaje ataku astmy, ratuje go zaklęciem wiary. "Uwierz, że możesz oddychać". Ta astma, która mogła uśmiercić chłopca, gdyby ojciec Graham się poddał, ratuje później życie Morgana. Jak w tej układance połączyć Boga i ludzki wysiłek? Czy wiara jest objawieniem Boga w człowieku? Ojciec Graham, obwiniając Boga za śmierć żony, w rzeczywistości obwinia siebie. Traci wiarę we własne powołanie, traci wiarę w siebie - i w konsekwencji, w Boga. Gdy znów uwierzył we własną siłę, Bóg powraca. Ten system naczyń połączonych jest, być może, realizacją założenia, że Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo - jak oznajmia Pismo. Wiara dopuszcza Boga do życia człowieka i dostrzega znaki, gdyż wtedy one mają sens. Brak wiary nie sprawi, że znaki znikną, ale ich znaczenie będzie zupełnie odmienne. Przypadek i ślepe zrządzenia losu zastąpią celowość i przyczynowość. Ergo, postrzeganie rzeczywistości zawsze będzie kwestią wiary. Nie ma możliwości dokonania oceny, jak wygląda prawda. John Wheelwright stwierdza, że wierzy w Boga za sprawą Owena Meany. Ojciec Graham odzyskuje ufność, którą utracił. A zatem - nie leży w naszych możliwościach ocena, czy i w jaki sposób Bóg nami kieruje. Możemy zdecydować o tym sami. Mamy pełne prawo wyznaczyć granice naszej autonomii i naszego autopostrzegania. Zarówno John Irving jak i M.Night Shyamalan przedstawiają nam wniosek, że istota cudu zawsze kryje się w oku patrzącego. Wiara jest cudem, jest nim także moc płynąca z wnętrza człowieka. A to dlatego, że właśnie dzięki tym czynnikom cuda mają prawo bytu.

AUTORKA TEKSTU: Karolina Chymkowska - DEINA
      





STRONA GŁÓWNA